-Chyba cię wilkołak ugryzł, jeżeli myślisz, że ja to zaniosę.-zaśmiałem się.On uniosła jedną brew.
-Znajdź sobie innego bagażowego, który ci to zaniesie.-usiadłem na schodach -No co się tak patrzysz? Na serio chyba jesteś głupia jeżeli nadal masz nadzieję, że ci to wniosę-wybuchłem śmiechem, a ona nadal miała wymalowaną na twarzy grobową minę i patrzyła się na mnie ze skrzyżowanymi rękoma.
-No dobra, pomogę, ale i tak tego nie zaniosę.
-To jak ty chcesz to zrobić? -zapytała z pretensją
-Albo dobra.Nie chce mi się.Pomogę ci wnieść te pieprzone pudełka, tylko nie wiem jak mi to wynagrodzisz.Będzie ciężko.-w moment zaniosłem wszystkie pudła póki ona nie zdążyła wnieść jednego.
(?)
czwartek, 14 sierpnia 2014
od James'a CD Karina
-Czy wierzysz w to, że ludzie chcą się pozbywać innych ludzi od razu przez śmierć? Używasz najłatwiejszego rozwiązania.
-Nie tylko ja.-zaśmiała się
-My jesteśmy dziećmi ciemności, nie powinnyśmy się wpieprzać do ludzi.-milczała-Przez takich jak on straciłaś rodziców? Przez takich jak ty jego rodzice stracili dziecko.Kwita?! Szczerze już mówiłem nienawidzę takich jak ty, ale wydaje mi się, ze jesteś inna.Raczej ja to wiem.
Sorry za długość ;/
od Trevor'a CD Kath
Zaraz po tej dość niezręcznej wizycie jej brata dziewczyna rzuciła mnie na łóżko. Odpiąłem jej stanik męcząc się z zapinką. Chłonąłem jej pełen pożądania wzrok. Całowałem ją i jednocześnie czułem jej dotyk na swoich biodrach. Przesuwała ręce coraz wyżej aż w końcu zatopiła je w moich włosach. To była cudowna noc.
Obudziłem się wcześniej niż Kath. Wyfrunąłem przez okno korzystając z ostatnich chwil ciemności. W domu wskoczyłem pod prysznic i przebrałem się. Byłem już spóźniony, więc, korzystając ze swoich umiejętności lotniczych, w nadzwyczajnym tempie znalazłem się na uczelni. Wykłady dziś były wyjątkowo ciekawe. Jeden z naszych „ulubionych” wykładowców (przez studentów pieszczotliwie nazywany sztywny) zadał nam za zadanie napisać referat o barwach i ich znaczeniu w sztuce. Żeby było ciekawiej zadanie było na jutro. Po wykładach musiałem jeszcze iść do sklepu po farby i zestaw pędzli. Miałem zamiar dodać do mojej pracy trochę przykładów.
-Miejmy nadzieje, że ten staruch doceni mój wysiłek- mruknąłem pod nosem wychodząc ze sklepu.
W domu odłożyłem przybory na miejsce i chwyciłem za notatnik. Aby zdążyć do jutra musiałem chociaż zacząć pisać. Nic mi jakoś nie przychodziło do głowy. Siedząc na kanapie rozglądałem się po salonie w poszukiwaniu inspiracji. Nagle przypomniałem sobie, że gdzieś w szafie powinienem mieć stare referaty mojej matki może z nich zaczerpnę inspirację. Otworzyłem szafę w tym samym momencie, w którym rozległo się pukanie do drzwi. Chciałem otworzyć, ale cała zawartość szafy runęła na mnie i w ostatniej chwili udało mi się łapać najcenniejszą z tych rzeczy czyli futerał z saksofonem.
-Usłyszałam hałas więc weszłam.- Powiedziała.
Kath rozejrzała się i zaraz wybuchła śmiechem. No tak to musiało być śmieszne. Leżałem na ziemi przygnieciony gratami z szafy i mocno trzymałem w rękach futerał. Chciałem zachować pozory opanowania, ale nie udało się.
-Co tu robisz? – Zapytałem w końcu.
-Wyszedłeś. – Powiedziała oskarżycielsko. – No wiesz, rano. Myślałam, że mnie zostawiłeś. – Dokończyła.
-Serio za takiego mnie uważasz? Myślisz, że uwodzę dziewczyny w po wspólnie spędzonej nocy je zostawiam i ruszam na dalsze łowy? – Zaśmiałem się.
Kath zaczerwieniła się i zacząłem żałować, że nie mam przy sobie aparatu. Pierwszy raz widziałem ją zawstydzoną.
-Jak już tu jesteś to możesz mi pomóc się wydostać spod tej stery śmieci.
Wspólnymi siłami upchnęliśmy te graty ponownie, wcześniej udało mi się jeszcze znaleźć referaty.
-Co to? – Zapytała wskazując na futerał, który tym razem nie został wepchnięty do szafy.
-Saksofon. O mało nie spadł razem z resztą. – Dokończyłem a ta zaśmiała się. – No co? Musiałem go ratować. – Dorzuciłem na swoją obronę. – Hej wiesz jakie to jest drogie? Kupiłabyś za to niezły samochód.- Nie ważne, nie zrozumiesz. Jesteś już gotowa? – Zapytałem.
Było już około 19 a na tą godzinę byliśmy umówieni.
Kath?
Obudziłem się wcześniej niż Kath. Wyfrunąłem przez okno korzystając z ostatnich chwil ciemności. W domu wskoczyłem pod prysznic i przebrałem się. Byłem już spóźniony, więc, korzystając ze swoich umiejętności lotniczych, w nadzwyczajnym tempie znalazłem się na uczelni. Wykłady dziś były wyjątkowo ciekawe. Jeden z naszych „ulubionych” wykładowców (przez studentów pieszczotliwie nazywany sztywny) zadał nam za zadanie napisać referat o barwach i ich znaczeniu w sztuce. Żeby było ciekawiej zadanie było na jutro. Po wykładach musiałem jeszcze iść do sklepu po farby i zestaw pędzli. Miałem zamiar dodać do mojej pracy trochę przykładów.
-Miejmy nadzieje, że ten staruch doceni mój wysiłek- mruknąłem pod nosem wychodząc ze sklepu.
W domu odłożyłem przybory na miejsce i chwyciłem za notatnik. Aby zdążyć do jutra musiałem chociaż zacząć pisać. Nic mi jakoś nie przychodziło do głowy. Siedząc na kanapie rozglądałem się po salonie w poszukiwaniu inspiracji. Nagle przypomniałem sobie, że gdzieś w szafie powinienem mieć stare referaty mojej matki może z nich zaczerpnę inspirację. Otworzyłem szafę w tym samym momencie, w którym rozległo się pukanie do drzwi. Chciałem otworzyć, ale cała zawartość szafy runęła na mnie i w ostatniej chwili udało mi się łapać najcenniejszą z tych rzeczy czyli futerał z saksofonem.
-Usłyszałam hałas więc weszłam.- Powiedziała.
Kath rozejrzała się i zaraz wybuchła śmiechem. No tak to musiało być śmieszne. Leżałem na ziemi przygnieciony gratami z szafy i mocno trzymałem w rękach futerał. Chciałem zachować pozory opanowania, ale nie udało się.
-Co tu robisz? – Zapytałem w końcu.
-Wyszedłeś. – Powiedziała oskarżycielsko. – No wiesz, rano. Myślałam, że mnie zostawiłeś. – Dokończyła.
-Serio za takiego mnie uważasz? Myślisz, że uwodzę dziewczyny w po wspólnie spędzonej nocy je zostawiam i ruszam na dalsze łowy? – Zaśmiałem się.
Kath zaczerwieniła się i zacząłem żałować, że nie mam przy sobie aparatu. Pierwszy raz widziałem ją zawstydzoną.
-Jak już tu jesteś to możesz mi pomóc się wydostać spod tej stery śmieci.
Wspólnymi siłami upchnęliśmy te graty ponownie, wcześniej udało mi się jeszcze znaleźć referaty.
-Co to? – Zapytała wskazując na futerał, który tym razem nie został wepchnięty do szafy.
-Saksofon. O mało nie spadł razem z resztą. – Dokończyłem a ta zaśmiała się. – No co? Musiałem go ratować. – Dorzuciłem na swoją obronę. – Hej wiesz jakie to jest drogie? Kupiłabyś za to niezły samochód.- Nie ważne, nie zrozumiesz. Jesteś już gotowa? – Zapytałem.
Było już około 19 a na tą godzinę byliśmy umówieni.
Kath?
od Kevin'a CD Ross
***
Rano obudziłem się wcześniej od Ross. Spojrzałem na godzinę w telefonie. Gdy tylko zobaczyłem która jest, od razu zacząłem si szybko ubierać. Byłem już trochę spóźniony a musiałem jeszcze jechać na chwilę do domu. Zostawiłem Ross kartkę z informacją że musiałem już iść do warsztatu. Pod treścią zostawiłem adres. Zanim wyszedłem na do widzenia pocałowałem ją w policzek. Ta jakby uśmiechnęła się. Kilka godzin później naprawiałem już kolejne auto. Nagle usłyszałem jakieś kroki. Po zapachu wyczułem że to Ross. Na razie Saymon wyszedł, więc byłem sam. Dziewczyna nieśmiało przekroczyła próg warsztatu.
- Śmiało, wchodź- uśmiechnąłem się wychodząc spod auta.
Rano obudziłem się wcześniej od Ross. Spojrzałem na godzinę w telefonie. Gdy tylko zobaczyłem która jest, od razu zacząłem si szybko ubierać. Byłem już trochę spóźniony a musiałem jeszcze jechać na chwilę do domu. Zostawiłem Ross kartkę z informacją że musiałem już iść do warsztatu. Pod treścią zostawiłem adres. Zanim wyszedłem na do widzenia pocałowałem ją w policzek. Ta jakby uśmiechnęła się. Kilka godzin później naprawiałem już kolejne auto. Nagle usłyszałem jakieś kroki. Po zapachu wyczułem że to Ross. Na razie Saymon wyszedł, więc byłem sam. Dziewczyna nieśmiało przekroczyła próg warsztatu.
- Śmiało, wchodź- uśmiechnąłem się wychodząc spod auta.
od Kevin'a CD Elisabeth
- To dobrze- odpowiedziała otrzepując się z piachu.
- Następnym razem patrz jak idziesz- warknąłem
- Ale przecież mówiłam że się zagapiłam...- powiedziała trzymając się za jedną rękę.
- No i? Co mnie to obchodzi- odparłem niewzruszony.
- Dlaczego jesteś taki agresywny?- spytała
- Nie powinno cię to obchodzić. Nie mam teraz czasu na takie głupie gadki- powiedziałem i zacząłem iść dalej.
- A to niby czemu?- spytała z nutką arogancji
- Bo może jestem na spacerze ze swoim psem?- spytałem z ironią i może trochę z sarkazmem.
- Następnym razem patrz jak idziesz- warknąłem
- Ale przecież mówiłam że się zagapiłam...- powiedziała trzymając się za jedną rękę.
- No i? Co mnie to obchodzi- odparłem niewzruszony.
- Dlaczego jesteś taki agresywny?- spytała
- Nie powinno cię to obchodzić. Nie mam teraz czasu na takie głupie gadki- powiedziałem i zacząłem iść dalej.
- A to niby czemu?- spytała z nutką arogancji
- Bo może jestem na spacerze ze swoim psem?- spytałem z ironią i może trochę z sarkazmem.
od Tess CD Saymon
- Nie musisz mi niczego wynagradzać - powiedziałam już spokojniej. - rozumiem to był wypadek każdemu mogło się zdarzyć - uśmiechnęłam się. Nie chciałam robić sobie wrogów. W końcu włożyłam szybę na miejsce. Samochód był jak nowy. Uśmiechnęłam się pod nosem i odetchnęłam .
- To co z tą pizzerią? -spytał miło.
- No cóż skoro tak chcesz to możemy iść. - oznajmiłam. Już nie byłam zła. Uspokoiłam się, bo wiedziałam, że nie zrobił tego specjalnie.
- I przepraszam cię, mnie też trochę poniosło - rzekłam cicho.
(?)
- To co z tą pizzerią? -spytał miło.
- No cóż skoro tak chcesz to możemy iść. - oznajmiłam. Już nie byłam zła. Uspokoiłam się, bo wiedziałam, że nie zrobił tego specjalnie.
- I przepraszam cię, mnie też trochę poniosło - rzekłam cicho.
(?)
środa, 13 sierpnia 2014
od Saymon'a CD Tess
-Hej*powiedziałem spokojnym głosem*
Brak odpowiedzi...podszedłem do swojego auta,było już naprawione.
-Może CI pomóc?*podszedłem do dziewczyny*
-Sama sobie poradzę*odpowiedziała*
Słychać było,że dziewczyna była jeszcze bardzo wkurzona.
-Tak w ogóle jestem Saymon,a ty?
-Tessa
-Może pójdziemy do jakiejś pizzeri i ci to jakoś wynagrodzę?
(?)
Brak odpowiedzi...podszedłem do swojego auta,było już naprawione.
-Może CI pomóc?*podszedłem do dziewczyny*
-Sama sobie poradzę*odpowiedziała*
Słychać było,że dziewczyna była jeszcze bardzo wkurzona.
-Tak w ogóle jestem Saymon,a ty?
-Tessa
-Może pójdziemy do jakiejś pizzeri i ci to jakoś wynagrodzę?
(?)
od Kariny CD James'a
- Szanuję Boga, ale nie wierzę - powiedziałam. Zaczęłam odzyskiwać pewność siebie. - Pani Davis chciała, aby ten mężczyzna przestał ją dręczyć, a jako, że policja zamiast zareagować, to ją bierze na przesłuchania, zapisuje wszystko, po czym ją wypuszcza, nie dając żadnej ochrony, ani nie szukając tego gościa, wynajęła mnie. A ja się go pozbyłam. Mogłam go oddać w ręce policji, ale nie chciałam. Zabiłam go dla siebie, nie dlatego, żeby sobie zapewnić rozrywkę. Owszem, jego konanie sprawiło mi radość, ale mam ku temu swoje powody.
- Żadne powody tego nie usprawiedliwiają - powiedział.
- Idąc twoim tokiem myślenia można zabijać dzieci ciemności a ludzi nie? Dla mnie to jedno i to samo, różnica jest taka, że ludzie są słabsi. Wcale nie nienawidzę ludzi, jak zapewne podejrzewasz. Nienawidzę osób, którymi kieruje żądza pieniędzy do tego stopnia, że gotowi są kogoś zabić. Takiej osobie przy każdej okazji dałabym nauczkę, czy to jest dziecko ciemności czy człowiek. Może i tobie wydaje się, że widma są słabe, ale umiemy więcej niż zamienić się w ducha i przełazić przez ściany - powiedziałam. Chłopak chciał zaprotestować, ale przypomniałam sobie jeszcze jeden, ważny argument - Nawet jeśli uważasz, że źle postąpiłam, to przecież każdy popełnia błędy. Choć zależy, co dla kogo jest błędem, bo ja ani trochę nie żałuję że zabiłam tego człowieka. Przez takich jak on straciłam rodziców, mimo, że nie biologicznych. Tylko że tamci mordercy nie byli ludźmi, lecz widmami. I ich też zabiłam. Gdyby jakiś inny człowiek, choćby taki jak ten, zabił twoich rodziców i ich okradł, to zostawił byś to Bogu? Czy raczej pozwolił, aby zajęła się nim policja? Bo ja nie. I w przypadku Pani Davis też nie stałam bezczynnie. - dokończyłam. - No i widzisz, chyba jednak są powody które to usprawiedliwiają. - przeniosłam wzrok z jego twarzy na morze. Zastanawiałam się co zrobi. Będzie chciał mnie zabić, przyzna mi rację, a może wciąż będzie trwał przy swoim?
(?)
- Żadne powody tego nie usprawiedliwiają - powiedział.
- Idąc twoim tokiem myślenia można zabijać dzieci ciemności a ludzi nie? Dla mnie to jedno i to samo, różnica jest taka, że ludzie są słabsi. Wcale nie nienawidzę ludzi, jak zapewne podejrzewasz. Nienawidzę osób, którymi kieruje żądza pieniędzy do tego stopnia, że gotowi są kogoś zabić. Takiej osobie przy każdej okazji dałabym nauczkę, czy to jest dziecko ciemności czy człowiek. Może i tobie wydaje się, że widma są słabe, ale umiemy więcej niż zamienić się w ducha i przełazić przez ściany - powiedziałam. Chłopak chciał zaprotestować, ale przypomniałam sobie jeszcze jeden, ważny argument - Nawet jeśli uważasz, że źle postąpiłam, to przecież każdy popełnia błędy. Choć zależy, co dla kogo jest błędem, bo ja ani trochę nie żałuję że zabiłam tego człowieka. Przez takich jak on straciłam rodziców, mimo, że nie biologicznych. Tylko że tamci mordercy nie byli ludźmi, lecz widmami. I ich też zabiłam. Gdyby jakiś inny człowiek, choćby taki jak ten, zabił twoich rodziców i ich okradł, to zostawił byś to Bogu? Czy raczej pozwolił, aby zajęła się nim policja? Bo ja nie. I w przypadku Pani Davis też nie stałam bezczynnie. - dokończyłam. - No i widzisz, chyba jednak są powody które to usprawiedliwiają. - przeniosłam wzrok z jego twarzy na morze. Zastanawiałam się co zrobi. Będzie chciał mnie zabić, przyzna mi rację, a może wciąż będzie trwał przy swoim?
(?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)