sobota, 9 sierpnia 2014

od Kevin'a CD Kath,Saymon



 - Spoko nie bój nic Kath. Wszystko będzie w idealnym porządku- uśmiechnąłem się na swój sposób- Wszystko mu pokażę.
 - Trzymam cię za słowo Kev, bo jak nie to będą konsekwencje- wychyliła na minutę głowę i poszła.
 - Dobrze dobrze, a więc Say... Witaj w naszym warsztacie. Tam wisi regulamin, a tu naprawiamy, robi tuning i malujemy auta- tłumaczyłem jakby był tutaj pierwszy raz- Tam jest jeden samochód do naprawy. Wierzę, że już wcześniej miałeś z takim czymś do czynienia.
 - Nie bierz mnie za gościa, który pierwszy raz będzie to robił- powiedział i wziął się do pracy.
 - A i jeszcze jedno. Przyzwyczaj się, że będzie tutaj biegał mój dog niemiecki. Może to i szczeniak, ale czasami wynosi rzeczy i potem bywa tak, że nie można ich znaleźć- uśmiechnąłem się szperając w aucie.

Od Kath "Przywitanie"

 Spakowałam się.
-"Już najwyższy czas"-podsumował mój wewnętrzny głos.
 Ostatnie spojrzenie na dom na jedyne takie niebo w Forestcity.Wsiadłam do nowego samochodu, bo tamten był nie do odratowania.Nic by mu już nie pomogło.Zapaliłam silnik ten dźwięk sprawił,że wszystkie napięte mięśnie się rozluźniły zasiadłam wygonie na siedzeniu i wyruszyłam w drogę, tam gdzie zobaczę samych swoich.Same wampiry nikt więcej, a na dodatek moją "kochaną rodzinką".
 Kiedy dojechałam na miejsce ze skrzyżowanymi rękoma stał brat.Czekał. Minęłam go bez słowa.
On opuścił ręce i obrócił się w moją stronę.
-Nie przywitasz się z bratem?-uniósł brew
-Może jeszcze rzucę ci się na szyję?- syknęłam
-Co ty taka nerwowa?Wampiry nie mają okresu.-zaśmiałam się
-Niestety to twoja morda sprawiła, że zbiera mnie na wymiociny.Gdzie oni są?
-W środku.-weszłam za nim do domku.

od Kath do Kevin'a & Saymon'a

Podjęłam już decyzje. Wyjeżdżam. Nie.Nie wiem na ile, ale wyjeżdżam.Pewnie weszłam do mojego warsztatu gdzie pierwsze co przykuło mój wzrok to Kevin' czyszczący klucze.
-Jest sprawa.-zaczęłam
-Ciebie też miło widzieć.-burknął, a ja przewróciłam oczami
-To nie czas na okazywanie jakiej kol wiek formy czułości.Jak ci wiadomo pracujecie u mnie w warsztacie.
-"pracujecie"? nie zbyt rozumiem-złapał mnie za słówko
-Tak pracujecie. Saymon nowy, a na dodatek wilkołak.
-Mieliśmy okazje już się poznać.
-Cudownie.Jesteście można tak powiedzieć jak z jednej krwi.Pokażesz mu wszystko.Bądź dla niego milutki.
Wracając.Jak wiadomo z natury wilkołaki i wampiry się nienawidzą.Nie ukrywajmy my za sobą niezbyt przepadamy, ale dajemy sobie jakoś radę.Niedługo zaczną się plotki, że mam nad wami całkowita kontrole. Blablaba. Dlatego wyjeżdżam-skłamałam,oczywiście,że to nie był powód mojego wyjazdu.-Wy możecie puścić jakieś plotki, że po ostatniej sytuacji wysłaliście mnie prawie na drugą stronę czy coś..Nie to głupie.Nikt by wam nie uwierzył.Dobra nie ważne, wyjeżdżam więc macie zająć się warsztatem.A mój samochód został zmasakrowany przez gobliny z wschodniej części Paradise.
 Wtedy w drzwiach stanął Saymon.
-Cześć! -przywitał się a my odpowiedzieliśmy.
-Say...-przerwałam mu
-Wiem kim jesteś-spojrzałam na niego, wyrywając mu papierosa z gęby po czym rzucając go na ziemie zgasiłam.
-Ja też czasami lubię zapalić, ale nawet Kevin zna zasady.Tu nie palimy.-puściłam do niego oko i wyszłam.
-Tylko Kevin pamiętaj wszystko mam być jak teraz kiedy wrócę, albo i lepiej.-uśmiechnęłam się.

?

od Ross do Kevin'a

 Leżałam na łóżku rozmyślając o wilkołakach.Nie wiedziałam tu jeszcze ani jednego.A to przecież Forestcity, jak słyszałam to raj dla wilkołaków.Po chwili po moim domu rozległ się głośny dzwonek do drzwi.Wiedziałam, że jeżeli będzie ten ktoś chciał wejść to sam sobie otworzy drzwi bo były otwarte.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Wszedł.-powiedziałam do siebie pod nosem.
-Jest tu kto?-usłyszałam,ale zanim zdążyłam odpowiedzieć był już pod drzwiami.Wilkołak.
 Ja traktowałam go obojętnie leżałam na łóżku.
-o proszę, proszę-przerwałam mu
-tak wilkołak, aż tak cię to cieszy?-zapytałam z ironią w głosie leżąc na łóżku.
love animated GIF

-po czym poznałaś?
-przecież my wilkołaki mam ten specyficzny zapach.
-Dobra nie ważne.-zmienił temat-Mam prośbę samochód mi się popsuł, czy mogłabyś mnie odwieść?
 Mieszkasz na strasznym pustkowiu.
-Niby dla wilkołaków to najlepsze miejsca.Mi tu się podoba.-wstałam z łóżka i stanęłam na przeciwko niego-A poza tym mój samochód będzie dopiero jutro jest w naprawię.Nie radziłabym iść na piechotę jest już późno, a wokół wielu doświadczonych łowców.
-Co to za cholera jest za dziura?!-syknął
-Będę miała okazje bliżej cię poznać,herbatki? A tak w ogóle Ross.-uśmiechnęłam się.


(Kevin?)

od Kath

-Cholerna rodzinka,zawsze muszą wszystko spaprać.-mówiłam do siebie wpychając ubrania do walizki.Jadę w góry mi nie będzie przeszkadzał chłód, przecież jestem wampirem.Po moim domu rozległo się pukanie do drzwi.Ani mi się śniło otworzyć. Zignorowałam to, a po chwili zadzwonił telefon, odebrałam go usiadając na walizkę pełną ubrań nawet nie patrząc kto to.
-Czego?-warknęłam nerwowo do słuchawki
-Czy rozmawiam z panią Katherine?
-Tak nie rozumiem jak ma pani czelność to robić i to akurat w tym momencie.-syknęłam do słuchawki
-To ja może zadzwonię później.
-Nie, teraz.Później to już pani będzie martwa.-stwierdziłam
-A więc czy może pani do mnie wpaść?-zapytała z zachwianym głosie.
-Co to ? Pidżama party? czy randka w ciemno?-zaśmiałam się.-Nie, to odpada. to chyba pomyłka.-rozłączyłam się.Tą rozmowę potraktowałam obojętnie.Nawet nie pomyślałam,że osoba z którą rozmawiałam mogła mieć coś wspólnego z osobą która chciała mnie odwiedzić.
 Wyciągnęłam pamiętnik i uzupełniłam dzisiejszy dzień...
drawing animated GIF

od Trevor'a CD Kath

 Przyciągnąłem ją jeszcze raz do siebie i ucałowałem w czoło. Dziewczyna wtuliła się we mnie i tak staliśmy przez kilka minut, które moim zdaniem było stanowczo za krótkie.
 -Uważaj na siebie. – Szepnąłem i odsunąłem się od niej.
 -Gdzie idziesz? – Zapytała widocznie rozczarowana.
 -Muszę już wracać. – Powiedziałem i zaśmiałem się głośno.


 Do domu wróciłem już w ludzkiej postaci. Wbiegłem do środka i ruszyłem na schody, po drodze ściągnąłem koszulkę i rzuciłem ją do kosza na brudy w łazience gdzie wylądowała też reszta moich ubrań. Wziąłem prysznic i poszedłem spać. Rano obudziło mnie brzęczenie budzika. No tak w tym całym natłoku zapomniałem, że chodzę na studia. Oczywiście wykładowcy zachodzili w głowę, kim jestem i dlaczego nie ma mnie na liście studentów. To była zasługa moich braci, zrobili im lekkie pranie mózgów i zapisali mnie na listę pod fałszywym nazwiskiem. Studiowałem w akademii sztuki i muzyki w Paradaise. Nad tym też się nikt nie zastanawiał. Dziś miałem pierwsze wykłady i nikogo nie zastanawiało, jakim cudem udaje mi się tak szybko docierać do miasta. Wylądowałem w jakieś zaciemnionej uliczce. Moja uczelnia znajdowała się zaraz obok liceum. Przechodziłem właśnie przez ulicę, gdy wpadła na mnie jakaś dziewczyna.
 -Uważaj jak chodzisz. – Powiedziała do mnie poirytowana.
 -To ty na mnie wpadłaś. – Odpowiedziałem i zbyłem ją.
 Reszta dnia minęła spokojnie.

od Kath CD Trevor

 Odwróciłam się do niego plecami po tym co mi opowiedział.Wlepiłam wzrok w ścianę.
-Jesteś dupkiem.A wiesz dlaczego? Bo interesujesz się głupią, arogancką i zarozumiałą księżniczką, która ma poważny problem z ego.-wtedy poczułam ramie które mnie obróciło.
-Pieprzyć radę.-warknął.Po czym przywarł do mnie ustami..Byłam tak wstrząśnięta, że zamarłam na chwile, kiedy ssał moją dolną wargę.A potem objęłam go za szyję i gorączkowo odwzajemniłam pocałunek.Czułam,że się uśmiecha.Wtedy po pokoju rozległ się dzwonek mojego telefonu.
-Cholera-syknęłam, schodząc z Trevor'a. Wyciągnęłam wszystkie przedmioty z mojej torebki i dopiero po tym znalazłam telefon.
-No jakże ktoś jak nie mój brat potrafi najlepiej popsuć humor-warknęłam do siebie patrząc na komórkę i odbierając.
-"Witaj kochana siostrzyczko. Stęskniłaś się za opiekuńczym bratem?"
-Wcale.Właśnie świętowałam twoja śmierć, ale niestety musisz psuć nawet każdą iluzje.
-"Długo się nie pocieszysz.Rodzice zapraszają cię na obóz.Chociaż śmiało mogę stwierdzić iż nie było to zaproszenie tylko rozkaz z ich strony."-po tych słowach zamarłam.Całkiem zapomniałam.Wampirzy obóz w górach.Tam jestem jedną z osób które przemieniam w nowo narodzonych, a następnie ich trenuje.
-Kiedy?-zapytała, wiedziałam ,że jeśli odmówię to od razu przyjadą tutaj.Ja za nimi nie przepadam.
-"Jutro w południe musisz już być."-powiedział stanowczo.Wtedy ja zastanowiłam się kiedy musiałabym wyjechać. Najpóźniej o 00.00...
-"Wiem,że pragniesz zobaczyć swego brata. Bye."-rozłączył się.
-Kto to był ?- zapytał chwytając mnie za rękę.
-To nieistotne.Muszę wyjechać, bo będziemy mieli kolejny kłopot.Równie groźny jak wasza rada, czy nasi Volturi.-westchnęłam- A kto dzwonił? Mój kochany braciszek.Jeżeli nie pojadę tam rodzice przyjadą tutaj, a wtedy dopiero będzie ... szkoda gadać.
-Kiedy wyjeżdżasz?
-Jeszcze dziś o północy.-powiedziałam obojętnie.-Przepraszam.Wszystko się pierdoli, ale damy sobie jakoś radę? -spojrzałam mu w oczy, po czym na mojej twarzy malował się uśmiech przez jego spojrzenie.

(?)


od Trevor'a CD Kath

Dziewczyna mówiła odwrócona plecami, ja słuchałem tego z szerokim uśmiechem. Kath przed progiem spojrzała na mnie i zniknęła za drzwiami. Warto było. Byłem jej wdzięczny, normalne dziewczyny już dawno rzucałyby mi się na szuję, całowały, lub ryczały ze wzruszenia. Ślicznotka była inna, była twarda i nie lubiła okazywać słabości, ale wiadomo, że nie można tak przez cały czas.
 Korzystając z nocy wzbiłem się powietrze i szybowałem. Uwielbiałem ten stan, kiedy jest się powietrzu. Oprócz aniołów doświadczyć tego mogli tylko zmiennokształtni, ale to nie było to samo. Oni latając zmieniają się z zwierzę, jako ptak widzą świat oczyma ptaka, jako owad - oczyma owada, ja oglądałem go swoimi.
 Czułem ja powietrze przeczesuje mi włosy, jak wiatr muska każde pióro. Czułem pracę mięśni skrzydeł. Czułem wolność. Kochałem to, kim jestem. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym być człowiekiem, albo innym odmieńcem uwięzionym na ziemi. Tam było jak w klatce, tam się duszę i nie mogę oddychać – tu jestem sobą.
 Mieszkam w Forestcity już kilka miesięcy i pierwszy raz odkąd tu jestem pozwoliłem sobie na bycie sobą. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak bardzo za tym tęskniłem. Machnąłem skrzydłami mocniej i zwiększyłem tępo. Zaśmiałem się głośno ze szczęścia, czułem się jak dziecko – tak beztrosko. Tutaj nie ma żadnych obowiązków, żadnych zmartwień czy ograniczeń. Byłem nad Paradaise i frunąłem dalej, do miejsca, w którym się urodziłem. Dziś odbywał się tam festiwal świateł. Ludzie wypuszczali w niebo lampiony z nadzieją, że ten nocy spełnią się ich marzenia. Nie mogłem być z nimi, z moją rodziną. Wylądowałem na moście i podziwiałem.
 Na niebie były miliony lampionów, czułem ich moc. Ludzie nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. Co roku przychodziliśmy z braćmi na rynek, aby świętować. Dla nas to było jeszcze piękniejsze niż dla ludzi. My słyszeliśmy szepty tych lampionów, jakby rzeczywiście zanosiły prośby ludzi do nieba. Siedziałem cicho, niemal nie oddychając. Słyszałem bicie własnego serca. Aż w końcu do mnie dotarły. „Aby on wyzdrowiał.” „Pomóż mi w końcu odnaleźć szczęście.” „ Chcę, aby mi wybaczyła.” Wszystkie te marzenia były szczere i piękne. Słuchałem tego, gdy nagle usłyszałem za sobą jak ktoś odpala zapałkę. Poczułem ciepło i zaraz nad moją głową w powietrze wzbijał się lampion. Usłyszałem też jego prośbę. Była długa jak modlitwa. „Mamo, wiem, że spełnisz naszą prośbę, proszę czuwaj nad nim, niech będzie szczęśliwy. On żałuje, przecież wiesz. Dlaczego nas to spotyka? Dlaczego nie możemy być szczęśliwą rodziną tak jak kiedyś? Proszę pomóż nam.”
 Nie musiałem się odwracać. Wiedziałem kogo zobaczę. Moi bracia. Wstałem powoli i ostrożnie odwróciłem się w ich stronę. Bliźniacy Alek i Arsen stali z rękoma w kieszeniach a Ksavier, najmłodszy z nas czterech trzymał zapałki. Bracia rzucili się na mnie i zatrzymali w uścisku tam mocnym, że zabrakło mi tchu.
 -Chłopaki dajcie spokój, to takie gejowskie. – Powiedziałem łapiąc oddech.
 -Co tu robisz? – Zapytał najmłodszy.
 -Przychodzę tu co roku, wiesz przecież. – Odpowiedziałem smutno.
 -Jev, to niebezpieczne. Rada coraz bardziej pogrąża się w poszukiwania. Przeszukiwali cały dom, robią to regularnie. Mają partole w całym mieście. Zaczęli też kręcić się niedaleko Paradaise. Ponoć jakiś odmieniec widział się tam… z wampirzycą. Musisz wracać.
 Chłopacy mieli rację, musiałem wracać. Tu nie chodziło o mnie, gdyby ktoś ich ze mną zobaczył to wpakowałbym ich w niezłe bagno. Wzbiłem się w powietrze i ruszyłem do domu Kath. Zaczęło już świtać. Skoro widziano ją ze mną to była ona w niebezpieczeństwie. Ślicznotka może była silna, ale nawet ona nie dałabym rady aniołom. Oni mogli latać – ona nie.
 Wszedłem do jej domu jak oparzony. Biegłem po schodach i wparowałem do sypialni. Kamień spadł mi z serca. Leżała tam cała i zdrowa.
 -Co tu robisz? –Zapytała zaspana.
 No tak, teraz już nie było odwrotu musiałem jej wszystko powiedzieć.

 Katch?
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony