piątek, 8 sierpnia 2014

od Kath CD Trevor

 Czułam kłamstwo w powietrzu.Czuć było jego smród jak spoconego wilkołaka z odległości 1 mili.
Czułam również nienawiść która coraz bardziej ogarniała moje serce.Lecz nie chciałam jej jakoś wyjątkowo okazywać.
Nie miałam zamiaru w to wnikać.Nie dzisiaj.Później mi się będzie tłumaczył.
 Przegryzłam lekko wargi i spojrzałam na niego kiedy on wlepił wzrok w okno.Po chwili skierowałam się do wyjścia.
-Gdzie idziesz?
-Zabić kogoś.To jest w moim stylu.-powiedziałam poważnie zamykając za sobą drzwi.Wsiadłam do mojego samochodu i ruszył z piskiem opon.Włączyłam na całe głośnik Linkin Park.
Jechałam do Paradise na jej wschodnią i bardziej opustoszałą przez ludzi część.Głównie po to by wejść w ciemną uliczkę, której mrok łapie za gardło i zabić jakiegoś wampira który wejdzie mi w drogę.
 Kiedy wysiadłam z samochodu czułam obecność dzieci ciemności, ale oni chyba zdawali sobie sprawę z mojej tożsamości.Skrzyżowałam ręce i oparłam się o samochód.
-Nie jestem dzisiaj w humorze.-stwierdziłam-A jak powiem wam,że jestem głodna to tym bardziej nie wyjdziecie-powiedziałam już z większym gniewem w głosie.
 Westchnęłam głęboko i wsiadłam do samochodu.Stwierdzając, że nic tu po mnie.Kiedy usiadłam wygodnie w samochodzie próbowałam go odpalić, ale po kilku próbach wysiadłam z niego by spojrzeć pod maskę.
-Cudownie-burknęłam pod nosem.Pod maską ujrzałam niepokojącą lukę.Lukę na której miejscu jeszcze przed 3 minutami był silnik.Zdążyłam też stwierdzić,że poprzekłuwano mi wszystkie opony.
-Świetnie się bawicie co?!-wrzasnęłam z całych płuc z drwiną w głosie.Po czym załamana przykucnęłam obok samochodu.Miałam już dosyć dzisiejszego dnia.Nie mogłam wrócić do domu bo miałam spieprz*ny
samochód, a byłam tak głodna,że o własnych siłach w wampirzym tempie nie dojdę.
-Cholera!-wrzasnęłam kopiąc w drzwi samochodu które aż się wygięły.

(?)

od Trevor'a CD Kath

Pierwszym? Dopiero wtedy dotarło do mnie, co ja wyprawiam. Przyjechałem tutaj, aby się ukrywać, nie rzucać w oczy, a tymczasem zadaję się z PIERWSZYM wampirem, który regularnie organizuje nielegalne wyścigi. Bracia mnie zabiją… Ich plan był szalony to jasne, ale mógł się udać a jedyne, co ja miałem w tym czasie robić to nie dać się zabić radzie. Nasi mają naprawdę głupie prawo, według którego Upadli nie powinni istnieć. Jesteśmy „istotami sterowanymi jedynie przez rządzę krwi”. Nikt nie rozumiał i nie chciał rozumieć, że w rzeczywistości jest inaczej. Jedyne, co nas różni to fakt, że oni żyją beztrosko a upadłymi targają wieczne wyrzuty sumienia. Zdaniem rady nie powinniśmy żyć, więc jeśli tylko dowiedzą się o powstaniu upadłego to od razu trafia on na listę poszukiwanych. Ja jestem na szczycie tej listy.
 -Co jest? –Zapytała zaskoczona Kath.
 Stałem i wpatrywałem się w nią. W pewnym momencie musiałem podtrzymać się blatu, o który się opierałem, bo ścięło mnie z nóg. Nie mogłem przestać spotykać się z kath, ba, nawet gdybym mógł to jestem zbyt wielkim egoistą żeby robić coś, na co nie mam ochoty. To, co się u mnie dzieje to moje problemy i nie będę jej w to mieszał. Uśmiechnąłem się szeroko i podszedłem do niej. Położyłem jej ręce na biodrach i przyciągnąłem do siebie.
 -Nic ślicznotko. – Szepnąłem.
 -Przyjdziesz na wyścig? – Zapytała po chwili, gdy już ją puściłem.
 -Nie sądzę, to nie w moim stylu. – Odpowiedziałem i wyjąłem sobie z jej lodówki butelkę wody. – Chyba dasz radę wytrzymać beze mnie jeden wieczór?

 Kath?

od Kate do Kevin'a

Poszłam na swój warsztat.Miałam zamiar tuningować jakieś autko, ale kiedy zobaczyłam Kevin'a a raczej jego nogi wystające spod samochodu wiedziałam,że się coś szykuje.
 Stanęłam obok samochodu który właśnie podrasował.
-Cześć, omińmy tą gadkę"czyżby to nasza wampirza koleżanka".-skrzyżowałam ręce.
-No dobrze.-zmierzył mnie wzrokiem
-Wiesz, że dziś są wyścigi?
-Nie jestem głupi- wysłał mi złośliwy uśmieszek
-Tego nie powiedziałam.-uśmiechnęłam się sztucznie.Po czym usiadłam na starym fotelu.
-Bierzesz udział prawda?
-Oczywiście-zaśmiał się
-To dobrze.Będzie mi ktoś potrzebny do pomocy.Musisz pamiętać, że i tak mamy na pieńku z pieskami.Bez urazy.Źle dobrałam słowa.Pracujesz u mnie na warsztacie więc liczę na ciebie.Oczywiście masz prawo brać udział w przeciwieństwie do mnie.
-Oh jakie to miłe.Dziękuje- powiedział z ironią w głosie.
-Przestań.Dwóch sarkastycznych dzieciaków ciemności w jednym warsztacie to trochę za dużo.
 Idę pod rasować moje auto, ty masz jeszcze jakieś do tuningu?


(Kevin?)

od Kevin'a CD Nadii



 - Nie powinno cię to obchodzić zmiennokształtna- powiedziałem oschle i zacząłem iść dalej zdejmując jej rękę z mojego ramienia
 - Zaczekaj. Skąd wiesz że jestem zmiennokształtna?- dogoniła mnie i zadała kolejne głupie pytanie
- No może czuć to po zapachu geniuszu? A teraz daj mi spokój, mam ważniejsze sprawy niż użeranie się z tobą- westchnąłem ciężko i zagwizdałem- Duke chodź tu, idziemy na spacer.
 Włożyłem książki do szafki, a już siedział obok mnie szczeniak. Wyjąłem smycz i przypiąłem małego doga niemieckiego. Idąc na dziedziniec przeszedłem obok tamtej dziewczyny.
 - Yyyy w szkole chyba nie można mieć zwierząt...- powiedziała nieśmiało
 - No i co ci do tego hm? Będę robić co mi się żywnie podoba- warknąłem poszedłem dalej.
 Z dziedzińca ruszyłem w stronę miasta. Usiadłem na ławce przed Galerią Handlową. Przywiązałem psiaka i wyjąłem z plecaka gazetę. Było tam wiele interesujących aut i ścigaczy. Pech chciał, że akurat tamta zmiennokształtna przyszła tam gdzie ja, tylko na "zakupy".
 - Cze...- zaczęła
 - Czego chcesz?- przerwałem jej odrywając wzrok od gazetki.

od Kate do Trevor'a

Usłyszałam stukot rozsuwanych kotar-tak głośny jak stukot kół pociągu na rozjeździe.Do sypialni wdarło się bladożółte światło poranka, które za moimi zaciśniętymi powiekami zamieniło się w kłujce pomarańczowe plamy.Zasłoniłam oczy zgiętą ręką.Jęknęłam, nie byłam w stanie powiedzieć niczego sensownego. Obudzono mnie zbyt gwałtownie, a poza tym dręczył mnie straszny ból głowy spowodowany przez kaca.
-I tobie dzień dobry księżniczko.
-Co ty tu robisz? Jeżeli chcesz wiedzieć to mój dom.Z naciskiem na mój.-jęknęłam z pretensją.
 Uśmiechnął się, zmierzając do garderoby, ale ja wampirzym tempem zablokowałam mu drogę.
 On ze złośliwym uśmieszkiem lekko przekrzywił głowę. Popchał mnie na łóżko, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.Szybko stanęłam w drzwiach posłałam mu spojrzenie w oczy i szybko wyszłam na hol.On znikąd stanął przede mną i przycisnął mnie do ściany.
-Nie znałam cię z tej strony-zaśmiałam się, po czym popchałam go, że spadł z piętra łamiąc mi część barierek.Kiedy spojrzałam na dół go tam nie było. Westchnęłam .Wtedy poczułam czyiś oddech na ramieniu.
-"No ładnie".
Chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie.Zaczął podwijać mi rękawy i starannie oglądać mi ręce od wewnętrznej strony, a następnie szyję.Wyrwałam mu się już z prawie luźnego chwytu stając na przeciw.
-O co ci chodzi?!-wrzasnęłam.Zapadła grobowa cisza.
-O nic.
-Jak o nic, do cholery! -zmierzyłam go wzrokiem po czym wzięłam głęboki oddech i zeszłam do kuchni na dół.Emocje powoli zaczęły mi opadać.On szedł za mną jak cień.Kiedy doszłam do lodówki wyciągnęłam z niej pojemnik z krwią. Zaczęłam nerwowo miętolić go w dłoniach.Po czym opróżniłam go całego.
-Czegoś nie rozumiem...-powiedział nie patrząc mi w oczy
-Czego?-zapytałam spokojnym tonem siedząc na przeciwko Jev'a z wlepionym wzrokiem w pusty pojemnik po krwi w moich rękach.
-Skoro jesteś taka silna,silniejsza od innych wampirów, a nie masz blizn, czyli nie jesteś nowo narodzonym to kim ty do cholery jesteś?-wtedy spojrzał mi w oczy, a ja wypiłam kolejny pojemnik z krwią.
-Nie rozważyłeś jednej opcji-spojrzałam na niego z uśmiechem.-Jestem pierwszym.-powiedziałam odchodząc od stołu.Po czułam jak jego serce zwalnia.Prawie nie było go słychać.
-Liczę na przeprosiny.-zaśmiałam się usiadając mu na kolana.-No co się tak patrzysz? Rozwaliłeś mi barierki.Patrz jaki syf.Zastanów się.Ja jeszcze przez ciebie nie poszłam do Liceum.A dziś mam wyścigi.Muszę wpaść jeszcze dzisiaj na warsztat przed wyścigami, ale spokojnie.Wyścigi dopiero w środku nocy -zaśmiałam się idąc w stronę mojego pokoju, a dokładniej do garderoby.


(Jev?)

czwartek, 7 sierpnia 2014

od Trevor' cd Kath



 Odchrząknąłem maskując zaskoczenie. Tylko, co to do cholery było? Nie żeby mi się nie podobało… Chyba żadna ludzka nie potrafi tak całować jak odmieńcy (jak to zwykłem nazywać takich jak ja) a wampiry w tej kwestii chyba w ogóle były na szczycie mojej listy. Choć brakuje mi na niej jeszcze kilku mieszańców - to jest hybryd… W każdym razie nie spodziewałem się tego, to na pewno. Gdy już zacząłem racjonalnie myśleć spojrzałem na grupkę moich adoratorek i od razu poczułem ogromną wdzięczność do Kath. Przyciągnąłem ją powrotem na moje kolana.
 -No, no Ślicznotko nieźle je zamurowało, tylko wiesz dla lepszego efektu przedstawienie musi trwać* - szepnąłem jej do ucha tak, że tylko ona mogła mnie usłyszeć.
 Usłyszałem tylko jej cichy chichot zanim przerwała go blondi, dziwne znam je już jakieś dobre kilka tygodni a nadal nie wiem jak mają na imię.
 -Jesteście razem? –Zapytała niemal piskliwie.
 Zastanawiałem się nad odpowiedzią, gdy nagle wyręczyła mnie Kath.
 -To chyba oczywiste. – Wybrnęła z sytuacji.
 No ładnie, nawet nie skłamała.
 -Mówiłam Ci – szepnęła jej brunetka.
 W odpowiedzi dostała nieme „zamknij się”. Cóż, jej koleżance to widocznie nie przeszkadzało, bo nadal posyłała mi słodkie uśmieszki.
 -Chyba musimy już iść, mamy jeszcze coś do załatwienia. – Powiedziała Kath trzepocząc rzęskami udając niewiniątko i wyciągając mnie za rękę z baru.
 Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz oboje wybuchliśmy śmiechem.
 -Trzeba to kiedyś powtórzyć.  -  Oświadczyła kath ocierając łzy, które poleciały ze śmiechu.
 -Którą część konkretnie, Ślicznotko? – Zapytałem ją przyciągając do siebie.
Zobaczyłem zaskoczenie na twarzy Kath i uśmiechnąłem się szeroko.
 -Do zobaczenia?
 -Jasne. –Odpowiedziała i odwzajemniła uśmiech.
*to z piosenki The Show Must Go On zespołu Queen jakby ktoś nie wiedział ;P

od Kevin'a cd Darkness


- O, czyżby to nie nasza mała wiedźma?- spytałem z lekką drwiną, widząc że ją tym denerwuję uśmiechnąłem się złośliwie.
- Rozmawialiśmy już na ten temat, zrobiłem się nudny. A teraz co podać?- spytała z równie złośliwym uśmieszkiem.
- Na razie nic. Jak widzę jesteś tu nowa, bo jak wcześniej przychodziłem to cię nie widziałem. Albo nie zauważałem.
- Dobra skończ te nudne gadki. Mów co chcesz bo jak widzisz mam jeszcze innych klientów, a nie mam zamiaru czekać aż taki pudelek jak ty w końcu coś sobie wybierze- powiedziała drwiąco opierając się jedną ręką o stolik.
 - Gdyby nie to że jesteśmy w miejscu publicznym to już dawno bym ci przyłożył za tego "pudelka", ale mam inny pomysł- uśmiechnąłem się szyderczo
- Mów bo nie mam czasu.
- Po zamknięciu baru urządzimy sobie mały wyścig po mieście. Jeśli wygram, przez tydzień dostaję darmowe drinki.
- A jeśli ja wygram?
- Jeśli ty wygrasz, zrobię jedną, ale nie głupią i żenującą rzecz.
- Tylko jedną za tydzień darmowych drinków? Chyba sobie kpisz.
- Dobra niech ci będzie dwie. Przyjdę po ciebie za godzinę- powiedziałem i wyszedłem z lokalu.

*Godzinę później*

 Czekałem na nią przed drzwiami gdy wszyscy już wychodzili. Dziewczyna wyszła ostatnia.
- Skoro nawiązaliśmy już ze sobą znajomość, Kevin Crow- powiedziałem wyrzucając papierosa z ust.
- Darkness Night- powiedziała udając skromność
- Okej, masz tutaj samochód?
- Tak, stoi tam - wskazała na Ferrari.
- Dobra trasa jest taka. Jedziemy stąd obok stacji w stronę centrum. Potem okrążamy Galerię Handlową, obok kina i meta jest przy Casynie Fremont. A teraz złap mnie jeśli potrafisz- powiedziałem wsiadając do samochodu i ruszyłem z piskiem opon.
  Ulice były już puste, tak więc spokojnie można było nabrać prędkości. Pół godziny później byłem już prawie przy mecie. Zobaczyłem w lusterku samochód Dark z tyłu. Dałem jej fory i zwolniłem. Nie lubiłem dużo pić, więc uznałem że wygrana będzie zbędna. Zatrzymałem się, a dziewczyna z wielką radością przekroczyła "metę". Wysiedliśmy ze swoich aut.
 - Okej. Czego chcesz w zamian?- spytałem opierając się o swój samochód

od Kathe CD Trevor'a

Wstałam energicznie z ławki z szerokim uśmiechem
-Czy jestem zazdrosna, czy nie zabije te "laski" jeżeli nie będziesz trzymał ich na smyczy.
 Zresztą pewnie i tak je zabije, a ich rodziny będą poszukiwać mnie aby mi pogratulować i wysłać kwiaty.-powiedziałam z uśmiechem
-Skąd wiesz, że w ogóle mają te rodziny?-zmrużył oczy
-Jestem wampirem. Helouł!-zrobiłam dziwną minę-Ale tak serio.Co ty ślepy jesteś?!-on nie odpowiedział zapadłą kilku sekundowa cisza.
-Ty chyba tylko babom na cycki patrzysz.-zaśmiałam się.-Jedna ma męża, druga jest w ciąży.Lecz ta blondynka...Ona jest wolna.-poklepałam go po plecach idąc pierwsza.
-Ale jak ty to?
-Nie ważne.Babska ciekawość.-uśmiechnęłam się i stanęłam czekając na niego.Wzięłam go pod rękę.
Po jego minie i milczeniu mogłam zauważyć, że żałuje że jest tak ślepy.Biedactwo.
Kiedy stanęliśmy w progu na 2 sekundy zapadła cisza a wszystkie pary oczy zostały skierowane na nas.
Ale to tylko 2 sekundy a później hałas śmiechy chichoty i te inne sprawy.
-Ty idź weź sobie piwo ja zajmę miejsce przy stoliku.
-A ty?
-Ja mam jutro do liceum.Niby wampiry nie mają kaca, ale czasami się zdarza, a jak już jest to.Szkoda gadać.
-Nie będę sam pił.-zmierzył mnie wzrokiem
-Lalunie będą piły.-spojrzałam na jego błagalny wzrok-No ok.Weź mi, ale tylko jedno.
 Kiedy zajęłam miejsce mój wzrok nakierował się na różowe landryny. Puściłam im sztuczny uśmiech.
Myślałam, że nawet nie spróbują, ale jednak.Usiadły obok.
-Gratuluje odwagi-burknęłam pod nosem.
-Mówiłaś coś?-zapytała głupio blondynka trzepocząc tymi swoimi sztucznymi rzęsami.
-Skądże.-ukryłam twarz w rękach.
 Po chwili przyszedł Jev.
-Ile można? Robi mi się przez nie niedobrze-powiedziałam tak cicho, że tylko on słyszał.Zresztą te panienki wlepiły wzrok w jego odkryty lekko tors.
-To dlaczego obok nich siadłaś?!-szepnął z pretensją, a ja zrobiłam wielkie oczy.
-Uważasz, że chciałabym ?
 Nagle te panienki odwróciły jego uwagę skupiając ją niby na sobie.Widziałam jak się z nimi męczy.
Nienawidzę takich panienek.On był tak zajęty, ze nie wypił swoich piw.Zrobiłam to za niego łącznie ze swoim, no i tych panienek jeszcze.Powiedział,że mi nie pozwoli się upić.Śmieszne.Chociaż ja jestem jeszcze w miarę trzeźwo mnie tak szybko nie bierze.Później poprawie.
Widziałam już jego zmęczenie nimi, a co dopiero ich podniecenie.Nienawidziłam tych jego "lasek".
To nie była zazdrość to egoizm.
 Usiadłam Jev'owi na kolana.Spojrzałam na jego zagubiony wyraz twarzy, po czym moje usta pochłonęły jego wargi.Zrobiłam to tak aby wyglądało to jak najprawdziwiej i pożądliwie.Śmiałam się wewnętrznie wyobrażając sobie miny tych panienek.Nie powiem czułam, że Trevorowi się to podobało. Wplótł palce w moje włosy.Trwało to znaczącą chwilę.Po czym usiadłam obok niego poprawiając włosy.

                              
Czułam ich wzrok na sobie wtedy na nie spojrzałam z ukrytym uśmiechem.Słyszałam tylko ich chrząknięcie i pytanie jednej do drugiej gdzie ich piwo,albo czy wiedziała że my "ten tego".
Spojrzałam na Jev'a powstrzymując się od śmiechu.

(Trev?)
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony