czwartek, 7 sierpnia 2014

od Darkness CD Kevin

Uznałam, że jak kiedyś zobaczę go w barze to chyba podam mu picie w misce dla psów. Uśmiechnęłam się ponuro do swoich myśli.
- Wyjaśnień - syknęłam - Chcę wyjaśnień. Spytałam tylko o rasę twojego psa, a ty odrazu warczysz. Więc zrób sobie przysługę i zostaw mnie w spokoju!
To mówiąc odwróciłam się i ruszyłam w stronę swojego samochodu. Wsiadła do niego i spojrzałam na zegarek. Z pół godziny moja zmiana. Pojechałam do pracy.

***

Zwinnie manewrowałam między stolikami rozdając szklanki. Po chwili wróciłam za barek i szukałam wzrokiem nieobsłużonych klientów. Na mojej twarzy pojawił się wesoły uśmiech na widok psa, który nawrzeszczał na mnie rano. Może jednak będę miała okazje dać mu tą miskę? Podeszłam do niego usiłując ukryć rozbawiony uśmiech.
- Co podać? - spytałam

od Nadii do Kevin'a



Popatrzyłam tępo na wejście do liceum. Nienawidziłam tego uczucia, tak jakby żołądek wywracał ci się ze stresu, a z drugiej strony podekscytowanie. 
AS najgorszy jest pierwszy dzień, w środku semestru. 
Ruszyłam dziarskim krokiem z uniesioną głową. Patrzyłam się prosto przed siebie i nuciłam w myślach piosenkę z odtwarzacza telefonu - Imagine Dragons '' Demons ''. Co dziwne, piosenka ukoiła na chwilę moje nerwy.
Wchodząc przez wejście szkoły, od razu poczułam typowo szkolne zapachy jak kreda, czy pot tych wszystkich dzieciaków. Zmarszczyłam nos i ruszyłam dalej korytarzem, omijając przechodzących ludzi. Starałam się ich nie dotykać za bardzo, ponieważ czułam się nieswojo wśród obcych.
Gdy doszłam pod salę, z zadowoleniem stwierdziłam, że zabrzęczał dzwonek. Przynajmniej miałam chwilę na lekcji na obmyślenie co robić dalej. Musiałam w końcu kogoś poznać. Prawda? 
Ruszyłam do klasy, do pustego miejsca na końcu klasy. Omijałam dociekliwe i zainteresowane spojrzenia innych dzieciaków w klasie. Wiedziałam, że są zainteresowani kimś nowym, w końcu kto by nie był.
Lekcja minęła mi spokojnie, nauczycielka nie trudziła się przedstawieniem mnie przed klasą, z czego bardzo się cieszyłam. Połowę lekcji spędziłam na rozmyślaniu nad różnymi sprawami. Głównie ciekawiło mnie, czy w szkole jest więcej osobników takich jak ja. Albo w ogóle więcej nadprzyrodzonych. Zawsze pewniej jest w 'swoim' towarzystwie. Nie trzeba się ukrywać ani uważać. Miałam nadzieję jednak, że nie spotkam na swojej drodze żadnego wampira. To nie tak, że ich nienawidziłam, czy potępiałam. Chodziło głównie o ich.. zapach. Specyficzny. Zawsze mnie od niego mdliło, więc wolałam trzymać się na uboczu. 
Gdy dzwonek przerwał moje rozmyślania, podniosłam się leniwie i spakowałam swoje rzeczy do torby. Wyszłam powolnym krokiem na korytarz i zaczęłam zmierzać w stronę swojej klasy, gdy poczułam znajomy zapach. Złapałam za ramię własnie przechodzącego obok mnie chłopaka. Był trochę ode mnie wyższy, lecz spojrzałam mu prosto w oczy, gdy się odwrócił. Przekrzywiłam delikatnie głowę.
-Kim jesteś? - spytałam prosto z mostu, jak to miałam w zwyczaju mówić.

< Kevin? >

od Trevora CD Kath

-No cóż, Ślicznotko, te laski w barze, i wszystkie inne lecą na mnie ze względu na mój urok osobisty. Przepraszam, urodziłem się z tym i muszę żyć z ciężarem tego daru…- odpowiedziałem i rozsiadłem się na ławce.
Ku mojemu zdziwieniu Kath parsknęła śmiechem – znowu. 
-Co? To nie było śmieszne, prawda boli, no nie? – Powiedziałem i sam się zaśmiałem. – Ehh, wiesz, że jesteś pierwszą wampirską, która powiedziała, że mnie pragnie? 
-Co!? Ja nie powiedziałam, że cię pragnę… - Tłumaczyła się.
-Ja to nie? Powiedziałaś, że wszyscy mnie pragną Ślicznotko. Mam tylko nadzieje, że nie zrobisz z moimi koleżankami tego, co z tym gościem. Zazdrość to nie jest dobra cecha. – Powiedziałem i wyszczerzyłem się.
-Nie jestem zazdrosna. – Odpowiedziała Kath wyjątkowo opanowana.
-To dobrze, bo one się o Ciebie martwią. – Dziewczyna posłała mi pytające spojrzenie.- No wiesz pytały mnie czy coś ci się czasami nie stało, bo nie przyszłaś do baru.
-To takie słodkie. – Odpowiedziała Ślicznotka udając przejęcie.
-Taaa, ale gdy odpowiedziałem, że jesteś cała i wiem to, bo osobiście odprowadziłem Cię do domu, jedna z nich rzuciła dość dobitne „szkoda”. – Dokończyłem swoją wypowiedź i zacząłem śmieć się razem z Kath. 
-Noo to udało ci się już którąś zaliczyć? Wierz mi ta blondynka jest na Ciebie nieźle napalona. 
-Wiesz, myślałam nad tym, ale doszedłem do wniosku, że nie lubią blondynek. 
-O, to ciekawe… 
-Masz zamiar siedzieć tu całą noc? –Zapytałem.
-A co? Nasz malutki chłopczyk boi się ciemności. – Powiedziała tonem, jakim zwykle mówi się do dziecka.
-Potwornie. Wiesz wolałbym wrócić do tego baru i się trochę zabawić. 
-Mówiłeś, że dziś nie pijesz…
-Mamy już chyba po 12… Z resztą tęsknię za moimi koleżankami. Wiesz, w sumie to mogę was poznać… 
Kath?

od Kevina do Dark

Zajechałem moim nissanem pod liceum. Gdy tylko otworzyłem drzwi Duke wyskoczył pierwszy. 
- Duke wracaj tu- powiedziałem zamykając drzwi i włączając alarm kluczykiem. 
Psiak od razu podbiegł do jakiejś dziewczyny. Po zapachu wyczułem że to czarownica. Mały dog niemiecki zaczął szczekać po swojemu. 
- Duke co ja ci mówiłem?- powiedziałem biorąc go na ręce 
- Fajny psiak. Jakiej jest rasy?- spytała uśmiechając się 
- Raczej nie powinno cię to obchodzić. Wiedźmo- rzuciłem oschle i poszedłem dalej 
- Ej ej ej wolnego. Nie jestem "wiedźmą" tylko czarownicą, a to zasadnicza różnica- odgryzła się 
- Serio? A podobnie brzmi. W sumie i tak na jedno wychodzi- uśmiechnąłem się złośliwie, chociaż i tak ona tego nie widziała bo byłem do niej odwrócony plecami. 
- Stój- powiedziała i zaczęła iść za mną 
- Nie będziesz mi rozkazywać- powiedziałem i odstawiłem Duka. 
Zatrzymałem się na chwilę aby przypiąć go do smyczy. Gdy tylko się wyprostowałem, dziewczyna położyła rękę na moim ramieniu. 
- Co jest? Czyżby nasz pieseczek był zły bo zgubił piłeczkę?- spytała z drwiną w głosie. 
- Po pierwsze, to błędna teoria głupków co do tego, że wilkołaki zachowują się jak psy- warknąłem łapiąc ją za dłoń tak, że nie mogła się wyszarpnąć- Po drugie. Jeśli jeszcze raz ośmielisz się powiedzieć coś takiego to możesz się pożegnać ze swoją ręką. 
Dziewczyna najwyraźniej trochę speszona próbowała się wyszarpnąć. Zlustrowałem ją wzrokiem i po kilku sekundach wypuściłem. Dziewczyna od razu złapała się za nią i zaczęła pocierać. Może trochę za mocno ją złapałem, ale sama się o to prosiła. 
- Chodź Duke, idziemy na mały spacer- powiedziałem już spokojny uśmiechając się do psiaka, jednak dziewczyna znowu do mnie podbiegła, co nie zbyt mi się spodobało- Czego znowu chcesz?- spytałem wzdychając i przewracając oczami. 

od Kath cd trevor

Poszłam do parku.Wiedziałam,że za moment kończy się jego zmiana.Był gdzieś około środek nocy.Księżyc w pełni rozświetlał niebo.Tylko co chwilkę jakieś nie liczne czarne obłoki zakrywały jego jasność.
 Ja siedząc na ławce zaczęłam wsłuchiwać się w nieubłaganą ciszę.No od czasu do czasu ludzkie nastolatki zakłócały ją śmiechem i to tak głośnym, że mogłam wywnioskować, że były pod wpływem.Ja traktowałam ich obojętnie.No oprócz jednego dupka.G*wno mnie to obchodziło jaki miał w tym cel, czy był nie trzeźwy.
Zaczął się do mnie dobierać.Nienawidzę takich akcji.Nie u pianych ludzi! Od których wali zapachem zmieszanego alkoholu z potem.Nie miałam ochoty na delikatność.To nie był dobry moment, na tego typu akcje.Zręcznie i szybko chwyciłam go za rękę wyginając w nienaturalnym kącie i słuchałam jak łamię mu kość.Jeszcze ten jego beznadziejny krzyk.Zaśmiałam się do siebie i zanurzyłam kły w jego żyle.
Czułam jak ciepła ciecz wymyka się przez kąciki moich warg.Nie była to najlepsza krew jaką piłam, mogę awet stwierdzić,że wcale nie była dobra zmieszana z jakimś tanim alkoholem.Ciało wyrzuciłam między gałęzie dosyć dużych krzaków.Usiadłam na ławkę.Poczułam czyjąś obecność za swoimi plecami, ale bardziej smród tych panienek z baru.Trevor.Nie spojrzałam na niego. wyciągałam lusterko z torebki i przyglądając się swojemu odbiciu wycierałam chusteczką ślady krwi.
-Dlaczego jesteś...-przerwałam mu
-Dlaczego jestem właśnie taka? Bo jestem wampirem.My mamy same wady.-warknęłam
-Nauczyć cię zalet?-zaśmiał się po czym usiadł obok, a ja zmierzyłam go wzrokiem-Przecież to żart.
-Przecież wiem.Jesteś upadłym anioł tylko to sprawia, że wszyscy tak cię pragną.Tylko martwią mnie ludzie.Przecież oni tego o tobie nie wiedzą więc co oni w tobie widzą?-zaśmiałam się, a po chwili kiedy on się tak na mnie gapił też prychnął śmiechem.
-To był żart tak?-powiedział przez śmiech
-Nie-wtedy zapadła cisza.
-Czy to był...
-sarkazm? skądże-uśmiechnęłam się

Trevor?

od Trevor'a CD Kate



 -Ślicznoto nie pij więcej, bo zaczynasz bredzić. – Odpowiedziałem. – Następnym razem nie pozwolę ci tyle pić, ledwo trzymasz się na nogach.
 -No właśnie, na nie fair, tobie nic nie jest? – Zapytała udając oburzenie.
 -Jeszcze nie. – Dokończyłem. – Gdzie mieszkasz?
 -A co? Nie masz towarzystwa na noc? Możemy zawsze wrócić, te panienki jeszcze ten siedziały zabijały mnie wzrokiem, gdy wychodziliśmy. – Odpowiedziała chichocząc.
 -Zazdrosna? – Uniosłem brwi maskując śmiech. – Chciałem się odprowadzić do domu. – Odparłem, gdy nie usłyszałem odpowiedzi.
 -Idź tą ulicą i w lewo. – Pokierowała mnie.
 Gdy szliśmy ulicą droga zaczęła się ciągnąć, i ciągnąć… No tak teraz to mi alkohol dawał się we znaki.
 -Tak właściwie, to co robisz ze skrzydłami kiedy no wiesz… Ich nie widać? – Zapytała a w głosie słychać było już, że dziewczyna nie jest trzeźwa.
 -No wiesz… chyba to co wy robicie z kłami… Sam nie wiem … - bełkotałem pod wpływem alkoholu.
 Dotarliśmy wreszcie do domu Kath, oczywiście zanim udało nam się znaleźć ten dom bredziliśmy o jeszcze większych bzdurach.
 -Dojdziesz jakoś do domu? – Zapytała stojąc w progu.
 -Jeśli tu dasz radę dojść do sypialni to i ja jakoś do domu trafię. – Odpowiedziałem.
 Zanim odszedłem udało mi się jeszcze załatwić numer dziewczyny. > Rano obudziłem się na potwornym kacu, zastanawiałem się czy wampiry też mają kaca… W sumie co szkodzi zapytać… Napisałem dziewczynie sms z tym pytaniem.
 „Chyba cię jeszcze trzyma” – odpisała.
 „Byś może…” – odpisałem łapiąc się za głowę.
 „dzisiaj też pracujesz?”
 „tak…”
„To do wieczora?”
 Zaśmiałem się głośno i łyknąłem aspirynę.
 „Ale dziś nie piję” odpowiedziałem tylko.

 Kath ?

od Katheriny cd Trevor

Zmierzyłam go wzrokiem.
-To którą z nich najpierw przelecisz?Blondynkę czy tą ciemną? Wiesz z natury blondynki są no wiesz...głupsze i same wejdą ci do łóżka.-powiedziałam całkiem poważnie,biorąc łyk drinka chłopaka obok którego w ogóle nie znałam.
-Nie jestem taki-spojrzał mi w oczy.Ja wybuchłam śmiechem
-Dobra jednak się napije.Daj 5 razy najmocniejsze piwo
-Zapowiada się ciekawie-zaśmiał się
-Nie martw się jak odlecisz to Cię nie dotknę.Dam twe ciało w podarunku tym paniom obok.-spojrzałam na nie-Chyba cię pragną-szepnęłam, a on się tylko zaśmiał.
  Kidy na ladę przysunął piwa to ja automatycznie jedno odsunęłam w jego stronę.Rzucił głupie spojrzenie.
-No dobra masz skarbeńku, ale nie myśl, że za ciebie zapłacę.Zresztą ja piłam jeszcze wcześniej co mi tam 2 piwka.-zaśmiałam się i przesunęłam jeszcze jedno w jego stronę.
-Mówiłaś,że dziś nie pijesz.
-Kłamałam-uśmiechnęłam się
-Nie mogę pić w pracy.
-Nie martw się. Mam kontakty. Do końca zmiany masz wolne.-puściłam do niego oko.
-Okej.Jak tam?
-Zadajesz głupie pytania.-usiadłam na ladzie-Moje życie jest tak barwne jak świat oczami daltonisty.
 A tak w ogóle od jak dawna tu jesteś?-zapytałam-Jeszcze nie spotkałam tu upadłego.-szepnęłam kończąc piwo.
-Od niedawna.-odesłał mnie z kwitkiem
 Później przez długą chwile rozmawialiśmy o bzdurach. Naśmiewaliśmy się z ludzi w barze.Kiedy skończyłam piwa zaczęłam gadać o jeszcze gorszych głupotach.Oczywiście wypiłam jeszcze kilka kolejek niż tylko te 3 piwa.
-Nie uważasz,że to takie żałosne.Kochać lecz nie mieć, mieć a kochać...-uniosłam brew a wtedy on wybuchł śmiechem i wyprowadził z budynku.

(Trevor?)

Od Trevor'a do Kath

Życie w Forestcity było dużo nudniejsze niż się spodziewałem. Myślałem, że będę tu wśród swoich a w rzeczywistości nie spotkałem tu nikogo oprócz ludzi. A może źle szukałem? W każdym razie musiałem tu zostać, bo tu byłem bezpieczny. Patrząc na to, co zrobiłem z perspektywy czasu nie żałowałem, było mi tylko wstyd. Dałem się ponieść emocjom i zniszczyłem sobie życie, a teraz muszę ukrywać się przed własną rodziną. Dlaczego? Przez popieprzone prawo aniołów, upadli byli jak wyklęci a jeśli pochodzili z tak znanej rodziny jak moja to trudno ten fakt zatuszować. Na początku mówiliśmy, że jestem pogrążony w żałobie, ale po roku rada zorientowała się, że coś jest nie tak. Wtedy zacząłem uciekać. Forestcity jest jednym z niewielu miejsc gdzie nikt mnie nie będzie szukał. Tutaj odmieńcy tacy jak ja legalnie żyją wśród ludzi, choć ci o niczym nie wiedzą. 
Minęło już kilka tygodni odkąd się wprowadziłem, dziś jest sobota. Jak co weekend pracowałem w barze. Jak zwykle był tu tłok, pewnie, dlatego, że to jedyne takie miejsce w miasteczku. Pracowałem jak robot, nikt szczególnie nie zwracał mojej uwagi. Rozmawiałem właśnie z dziewczynami, które mnie zaczepiły, gdy ona podeszła do baru. Czułem jak obrączka zawieszona na mojej szyi rozgrzewa się tak, że aż zaczęła parzyć. 
-Coś dla ciebie ślicznotko? – Zapytałem dziewczyny.
Ta zmierzyła mnie wzrokiem i zaraz bardzo się zdziwiła. Uśmiechnąłem się szeroko. Anioły, wampiry, czarownice, hybrydy… Wszyscy potrafiliśmy rozpoznać się wzajemnie, więc i ona musiała zobaczyć, że nie jestem człowiekiem. 
-Dziś nie piję. – Odpowiedziała po chwili.- Kim jesteś? Nie znam cię. – Zastanawiała się na głos. 
-Na imię mi Trevor ślicznotko. A ty?
-Twoje koleżanki chyba się niecierpliwią - zbyła mnie.
Spojrzałem w stronę grupki dziewczyn, z którymi przed chwilą rozmawiałem i wybuchłem śmiechem. Wyglądały jakby były w pełnej gotowości podejść tu i powiedzieć Ślicznotce, co o niej myślą, biedaczki były tak zaślepione zazdrością, że nie wiedziały, w co się pakują. 
-One mnie nie interesują, więc nie dowiem się jak masz na imię? – Zapytałem. 
Ta westchnęła głośno.
-Katherine. – Odpowiedziała mi i zmusiła się do uśmiechu.
To wywołało u mnie kolejny napad śmiechu. 

Kath?
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony