sobota, 9 sierpnia 2014
Od Nadii CD Kevin'a
Powoli zaczęło irytować mnie zachowanie Kevina.
- Mógłbyś łaskawie się ze mnie nie śmiać? - warknęłam sfrustrowana - To, że Ty potrafisz się przemieniać super, fajnie i perfekcyjnie nie znaczy, że od razu musisz się naśmiewać. - Moje komentarze wywołały tylko kolejne śmiechy.
Zdenerwowana skoczyłam na chłopaka który był nadal w postaci wilka. Oczywiście jako pełnokrwisty wilkołak był ode mnie o wiele szybszy i silniejszy, więc gdy próbowałam na niego naskoczyć.. wylądowałam pazurami i ziemi. Podnosząc się, wilk naskoczył na mnie z impetem, przyciskając mnie do ziemi. Kłapałam zębami i wierzgałam próbując się wyswobodzić.
Wiedziałam, że mam zerowe szanse na pokonanie go. Nie chodziło o to, że boję się zmierzyć, lecz wilkołaki z natury miały lepszą kondycję, niż zmiennokształtni.
-Ej, myślisz, że jakbym zmieniła się w jadowitego węża, mój jad by cię zabił? - mruknęłam zadowolona z wielu perspektyw. Każde zwierzę miało swoje zalety jak i wady.
Usłyszałam paskudne dźwięki, które towarzyszyły mi podczas przemiany. Dźwięk kości, które zmieniały swoje kształty i wielkość. Nie powiem było to dla mnie trochę bolesne, ogółem moje przemiany były trochę wolniejsze od Kevina.
Teraz byłam w postaci .. geparda. Gdy wyślizgnęłam się z pod nacisku chłopaka, błyskawicznie zaatakowałam okrążając go typowym szybkim biegiem tych zwinnych kotów. Może i był wilkołakiem, ale dziewczyna zmiennokształtna w skórze geparda i tak będzie szybsza. Tylko, że jest wspomniałam wcześniej, każde zwierzę ma zalety i wady. Gepardy może i są szybkie i zwinne, lecz są krótkodystansowcami i nie są silne. Więc gdy wskoczyłam na kark wilka i ugryzłam go w to miejsce, błyskawicznie wylądowałam ponownie na ziemi.
piątek, 8 sierpnia 2014
od Kevin'a CD Nadii
- Pff co? Ahahahaha tylko mi nie mów że nie umiesz?- zaśmiałem się- Zmiennokształtna i nie umie się przemienić ahahahahaha.
- Przestań. Może trochę ciszej co? Jakbyś chciał wiedzieć są tu jeszcze inni ludzie, którzy jednak są normalni- uciszyła mój niekontrolowany wybuch śmiechu.
Zdecydowaliśmy że pojedziemy do lasu, bo rozmawianie przy normalsach jednak nie należy do przyjemnych. Gdy byliśmy już na miejscu wysiedliśmy z mojego auta. Potem będę musiał jakoś zmyć jej zapach z foteli.
- Hahaha serio?- spytałem jeszcze dla pewności.
- Tak. Serio- odparła lekko zdenerwowana.
- Jeszcze masz czelność pytać mnie o tego typu sprawy?
- Tak bo nie znam tutaj nikogo innego, który się zmienia- mruknęła
- No dobra, patrz jak to się robi- powiedziałem i zacząłem biec, pod koniec biegu skoczyłem zmieniając się w wilka.

Podszedłem już jako wilk do nieco przestraszonej dziewczyny.
- J-jak ty to zrobiłeś?- spytała
- Normalnie.
- A może jakoś dokładniej?- spytała unosząc jedną brew.
- Powiedzmy, że każdy ma swój sposób na przemiany. A to jest mój. Jeśli chcesz się przemienić, musisz po prostu go odkryć.
- Odkryć w sensie że?
- Ehhh, chodzi o to, że musisz znaleźć odpowiednią serię ruchów w której skupiasz w sobie całą swoją energię potrzebną do przemiany i potem ją wyzwalasz. Ja na przykład zaczynam z rozbiegu i wyskoku, i dopiero w powietrzu mogę się przemienić.
- A jak wyczuć odpowiedni moment do przemiany?- spytała nieco zdezorientowana.
- A dlaczego musisz zadawać tyle bezsensownych pytać?- spytałem z ironią- Po prostu moment w którym masz wyzwolić w sobie zwierzę, czujesz jako taki w którym rozpiera cię wielka energia. No i potem jakoś samo wychodzi.
Po godzinie prób w końcu dziewczyna odkryła swoją serię ruchów. Teraz po kolejnej próbie w końcu zmieniła się w...lamparta? Serio? Śmieszne, bo i tak byłem od niej większy jako wilk. Dziewczyna nie była przyzwyczajona chodzić na "czterech łapach", więc co chwilę potykała się to o łapy, to o ogon i wywalała się. Ja zaś w reakcji za każdym razem wybuchałem to coraz większym śmiechem.
o Nadii CD Kevin
Patrzyłam na sylwetkę odchodzącego chłopaka z poirytowaniem. Co za typ.
Westchnęłam i postanowiłam pozostać jeszcze chwilę w sklepie. Przechadzałam się i oglądałam najróżniejsze rzeczy. Gdy trafiłam do sklepu zoologicznego w uśmiechem spojrzałam na złote piski dla psa. Zaśmiałam się w myślach, co by zrobił gdybym mu taką podarowała. Pomysł szybko jednak odrzuciłam.
Zmęczona wyszłam z galerii dość późno, pogrzebałam trochę w torbie i znalazłam w niej Marlboro. Wyciągnęłam jednego z paczki, a pozostałe ponownie wetknęłam w torbę. Zapaliłam papierosa stojąc pod galerią w zaciemnionym miejscu. Nie lubiłam za bardzo rzucać się w oczy. Nie potrzebowałam na dziś więcej zmartwień.
Rzucając niedopałek na podłogę, zgniotłam go nogą i ruszyłam na najbliższy przystanek. Krótko byłam w tym mieście, ale jakoś sobie radziłam.
Jadząc busem patrzyłam przez szybę i przyglądałam się poszczególnym ludziom Ciekawe ilu z nich było nadnaturalnymi?
Wysiadając z autobusu, skręciłam w trochę bardziej ' mroczną ' część okolicy. Nie lubiłam tu mieszkać, ale mieszkanko było małe i łatwe w utrzymaniu. Idealne dla jednej osoby i psa.
Gdy miałam już skręcać do klatki, przede mną pojawił się jakiś mężczyzna. Byłam zbyt zamyślona, by zauważyć go od razu. Zmarszczyłam nos z obrzydzenia. Cuchnęło od niego tanią wódką i papierosami.
- Cześć - zabełkotał.
Nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam się na niego tępo, próbowałam go wyminąć, jednakże chłopak znowu pojawił się przede mną. Przyznam, że jego zachowanie zaczęło mnie irytować, a i tak byłam już dość zirytowana.
Gdy mężczyzna próbował mnie złapać za ramię, złapałam go za dłoń, słysząc dźwięk rozdzieranego materiału i chrzęst łamanej kości. Cofnęłam błyskawicznie dłoń, trochę przestraszona. Chłopak był chyba zbyt pijany, żeby cokolwiek poczuć. Skrzywił się tylko na twarzy i jęknął. Z chwilą jego dezorientacji wyminęłam go błyskawicznie i weszłam do klatki, wbiegając po schodach.
Gdy mija ręka zaczęła się trząść, otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Od razu powitała mnie Molly, radośnie merdając ogonem.
Pogłaskałam ją leniwie po głowie i powdrowałam do łazienki. Umyłam się dokładnie i leniwie, po czym przebrałam się w piżamę i błyskawicznie poszłam spać.
***
Obudziłam się z potwornie złym samopoczuciem. Nie starając się za bardzo, związałam włosy w luźny kok i ubrałam się w bluzę kangurkę z mojej ulubionej firmy Nike. Włożyłam na siebie jeszcze ciemnoszare dresy i .. japonki. Zawołałam psa i wyszłam z nim pospiesznie na podwórko. Przechadzając się po parku, paląc powoli papierosa i obserwując ludzi dostrzegłam znowu jego. Przywołałam do siebie Molly, i podeszłam szybkim krokiem do Kevina, który stał tyłem, więc mnie nie zauważył. Ale pewnie poczuł.
- Hej - odezwałam się.
Chłopak odwrócił się w moją stronę.. no z niezbyt zadowoloną miną.
- Mnie też Cię miło widzieć. - mruknęłam po czym dodałam głośniej - Tak dokładniej mam do Ciebie .. kilka pytań.
- Jakich? - mruknął chyba trochę zirytowany, lecz gdy zobaczył mój trochę nietypowy strój - tak, dresy i japonki - na chyba milisekundę zobaczyłam coś na kształt podniesionych kącików ust.
- Chodzi mi o pytania.. dotyczące przemiany. - Powiedziałam cicho, wiedząc, że wilkołak usłyszy.
-Przemiany?
-Bo tak serio.. - podrapałam się nerwowo po karku - nigdy tego nie robiłam.
Westchnęłam i postanowiłam pozostać jeszcze chwilę w sklepie. Przechadzałam się i oglądałam najróżniejsze rzeczy. Gdy trafiłam do sklepu zoologicznego w uśmiechem spojrzałam na złote piski dla psa. Zaśmiałam się w myślach, co by zrobił gdybym mu taką podarowała. Pomysł szybko jednak odrzuciłam.
Zmęczona wyszłam z galerii dość późno, pogrzebałam trochę w torbie i znalazłam w niej Marlboro. Wyciągnęłam jednego z paczki, a pozostałe ponownie wetknęłam w torbę. Zapaliłam papierosa stojąc pod galerią w zaciemnionym miejscu. Nie lubiłam za bardzo rzucać się w oczy. Nie potrzebowałam na dziś więcej zmartwień.
Rzucając niedopałek na podłogę, zgniotłam go nogą i ruszyłam na najbliższy przystanek. Krótko byłam w tym mieście, ale jakoś sobie radziłam.
Jadząc busem patrzyłam przez szybę i przyglądałam się poszczególnym ludziom Ciekawe ilu z nich było nadnaturalnymi?
Wysiadając z autobusu, skręciłam w trochę bardziej ' mroczną ' część okolicy. Nie lubiłam tu mieszkać, ale mieszkanko było małe i łatwe w utrzymaniu. Idealne dla jednej osoby i psa.
Gdy miałam już skręcać do klatki, przede mną pojawił się jakiś mężczyzna. Byłam zbyt zamyślona, by zauważyć go od razu. Zmarszczyłam nos z obrzydzenia. Cuchnęło od niego tanią wódką i papierosami.
- Cześć - zabełkotał.
Nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam się na niego tępo, próbowałam go wyminąć, jednakże chłopak znowu pojawił się przede mną. Przyznam, że jego zachowanie zaczęło mnie irytować, a i tak byłam już dość zirytowana.
Gdy mężczyzna próbował mnie złapać za ramię, złapałam go za dłoń, słysząc dźwięk rozdzieranego materiału i chrzęst łamanej kości. Cofnęłam błyskawicznie dłoń, trochę przestraszona. Chłopak był chyba zbyt pijany, żeby cokolwiek poczuć. Skrzywił się tylko na twarzy i jęknął. Z chwilą jego dezorientacji wyminęłam go błyskawicznie i weszłam do klatki, wbiegając po schodach.
Gdy mija ręka zaczęła się trząść, otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Od razu powitała mnie Molly, radośnie merdając ogonem.
Pogłaskałam ją leniwie po głowie i powdrowałam do łazienki. Umyłam się dokładnie i leniwie, po czym przebrałam się w piżamę i błyskawicznie poszłam spać.
***
Obudziłam się z potwornie złym samopoczuciem. Nie starając się za bardzo, związałam włosy w luźny kok i ubrałam się w bluzę kangurkę z mojej ulubionej firmy Nike. Włożyłam na siebie jeszcze ciemnoszare dresy i .. japonki. Zawołałam psa i wyszłam z nim pospiesznie na podwórko. Przechadzając się po parku, paląc powoli papierosa i obserwując ludzi dostrzegłam znowu jego. Przywołałam do siebie Molly, i podeszłam szybkim krokiem do Kevina, który stał tyłem, więc mnie nie zauważył. Ale pewnie poczuł.
- Hej - odezwałam się.
Chłopak odwrócił się w moją stronę.. no z niezbyt zadowoloną miną.
- Mnie też Cię miło widzieć. - mruknęłam po czym dodałam głośniej - Tak dokładniej mam do Ciebie .. kilka pytań.
- Jakich? - mruknął chyba trochę zirytowany, lecz gdy zobaczył mój trochę nietypowy strój - tak, dresy i japonki - na chyba milisekundę zobaczyłam coś na kształt podniesionych kącików ust.
- Chodzi mi o pytania.. dotyczące przemiany. - Powiedziałam cicho, wiedząc, że wilkołak usłyszy.
-Przemiany?
-Bo tak serio.. - podrapałam się nerwowo po karku - nigdy tego nie robiłam.
od Kevin'a CD Nadii
- Kevin. Raczej nie powinno cię to interesować jaki jestem. Jakbyś chciała wiedzieć nie dotyka się cudzych psów- skatowałem ją ostrym spojrzeniem jak to miałem w zwyczaju gdy ktoś bez pozwolenia dotykał mojego psa.
Ta w reakcji zabrała rękę i odstawiła psiaka. Odwiązałem smycz i wstałem z ławki idąc w stronę swojego mieszkania.
- Jesteś wilkołakiem?- spytała podbiegając.
- Jeszcze się nie domyśliłaś?- spytałem sarkastycznie.
- Chciałam się tylko upewnić jeju...
- No to już się upewniłaś. Narka!- zacząłem szybciej iść.
Duke ledwo co nadążał, więc wziąłem go na ręce. Tak się zapatrzyłem, że wpadłem na jakiegoś gościa. Po zapachu wyczułem, że jest to wilkołak. Ucieszyłem się, bo w końcu spotkałem jakiegoś osobnika mojego gatunku.
- Witamy w mieście nowego wilkołaka- uśmiechnąłem się, chociaż nie wiem czy ten uśmiech wyglądał miło.
- Skąd wiesz że jestem wilkołakiem?- spytał unosząc głowę.
- Bo ja też nim jestem, a swój swojego wyczuje, nie? Jesteś tu nowy?
- Tak, a co?
- Wiedziałem. Może cię oprowadzić? Czuję że się świetnie dogadamy. Nazywam się Kevin Crow, ale dla przyjaciół i znajomych po prostu Kev lub Wilczek- wyciągnąłem w jego stronę rękę.
Ta w reakcji zabrała rękę i odstawiła psiaka. Odwiązałem smycz i wstałem z ławki idąc w stronę swojego mieszkania.
- Jesteś wilkołakiem?- spytała podbiegając.
- Jeszcze się nie domyśliłaś?- spytałem sarkastycznie.
- Chciałam się tylko upewnić jeju...
- No to już się upewniłaś. Narka!- zacząłem szybciej iść.
Duke ledwo co nadążał, więc wziąłem go na ręce. Tak się zapatrzyłem, że wpadłem na jakiegoś gościa. Po zapachu wyczułem, że jest to wilkołak. Ucieszyłem się, bo w końcu spotkałem jakiegoś osobnika mojego gatunku.
- Witamy w mieście nowego wilkołaka- uśmiechnąłem się, chociaż nie wiem czy ten uśmiech wyglądał miło.
- Skąd wiesz że jestem wilkołakiem?- spytał unosząc głowę.
- Bo ja też nim jestem, a swój swojego wyczuje, nie? Jesteś tu nowy?
- Tak, a co?
- Wiedziałem. Może cię oprowadzić? Czuję że się świetnie dogadamy. Nazywam się Kevin Crow, ale dla przyjaciół i znajomych po prostu Kev lub Wilczek- wyciągnąłem w jego stronę rękę.
od Kath CD Trevor
Jeszcze przed chwilą czułam grunt pod stopami, a teraz czuje jak wolność plącze mi włosy.
Rzeka Aslan z góry wyglądała pięknej niż zwykle woda przybrała piękny kolor.W wodzie odbijały sie jasne refleksy blasku księżyca.Chłodny strumień powietrza przyjemnie muskał mnie po twarzy.Wampiry nie mają takich bajerów.Po chwili byliśmy już nad moim domem, rozpoznałam mój dach wśród koron drzew.Podczas lądowania poczułam lekki dreszczyk, ale kiedy moje stopy dotknęły ziemi...wraz z tym dotykiem przypomniały mi się chwile z przed kilku minut.Odeszłam w pewną odległość od Jev'a.Lecz coś kazało mi się zatrzymać.Odwróciłam się w jego stronę,skrzyżowałam ręce i przez moment patrzeliśmy sobie w oczy.Tak bez wyrazu.Po chwili milczenia wzięłam głęboki oddech.
-Dziękuje.
Dziękuje ci za to,że wytrzymałeś zachowanie pieprzonej księżniczki przez te cholerne 3 dni. Dziękuje ci za to,że wyciągnąłeś mnie z tej popapranej sytuacji. Dziękuje ci za to, że nie byłeś facetem który zagadał do mnie z myślą "Przelecą ją dziś, a jutro do widzenia!" Dziękuje ci za to, że nie jesteś popierdolonym dupkiem do których miałam tak ogromne szczęście.-wrzasnęłam z całego gardła.Nawet nie czułam kiedy łza popłynęła mi po policzku.Natychmiast ją otarłam i zadrwiłam z siebie.Po moich słowach nie spojrzałam na niego.Nie potrafiłam.Nawet nie wyobrażałam sobie jego wyrazu twarzy.Byłam mu wdzięczna za to, że mimo mojego chamstwa z którym trudno wytrzymać mimo wszystko był.Przez to mogę spokojnie stwierdzić jego uczciwość i rzetelność.Nie jest dupkiem i to już wiedziałam.Pozostawał tylko fakt,że jestem zołzą.Zołzą, której nic się nie należy.Zdałam sobie sprawę, że już chyba nic mnie nie zmieni, a jego nie będę skazywać na katusze.Kiedy myślałam o nim przechodziły mnie dreszcze, ale nie były typowe...te akurat były miłe.
Kiedy chwyciłam już za klamkę drzwi i kiedy już ja nadusiłam spojrzałam na niego ostatni raz po czym przekroczyłam próg domu.
?
Rzeka Aslan z góry wyglądała pięknej niż zwykle woda przybrała piękny kolor.W wodzie odbijały sie jasne refleksy blasku księżyca.Chłodny strumień powietrza przyjemnie muskał mnie po twarzy.Wampiry nie mają takich bajerów.Po chwili byliśmy już nad moim domem, rozpoznałam mój dach wśród koron drzew.Podczas lądowania poczułam lekki dreszczyk, ale kiedy moje stopy dotknęły ziemi...wraz z tym dotykiem przypomniały mi się chwile z przed kilku minut.Odeszłam w pewną odległość od Jev'a.Lecz coś kazało mi się zatrzymać.Odwróciłam się w jego stronę,skrzyżowałam ręce i przez moment patrzeliśmy sobie w oczy.Tak bez wyrazu.Po chwili milczenia wzięłam głęboki oddech.
-Dziękuje.
Dziękuje ci za to,że wytrzymałeś zachowanie pieprzonej księżniczki przez te cholerne 3 dni. Dziękuje ci za to,że wyciągnąłeś mnie z tej popapranej sytuacji. Dziękuje ci za to, że nie byłeś facetem który zagadał do mnie z myślą "Przelecą ją dziś, a jutro do widzenia!" Dziękuje ci za to, że nie jesteś popierdolonym dupkiem do których miałam tak ogromne szczęście.-wrzasnęłam z całego gardła.Nawet nie czułam kiedy łza popłynęła mi po policzku.Natychmiast ją otarłam i zadrwiłam z siebie.Po moich słowach nie spojrzałam na niego.Nie potrafiłam.Nawet nie wyobrażałam sobie jego wyrazu twarzy.Byłam mu wdzięczna za to, że mimo mojego chamstwa z którym trudno wytrzymać mimo wszystko był.Przez to mogę spokojnie stwierdzić jego uczciwość i rzetelność.Nie jest dupkiem i to już wiedziałam.Pozostawał tylko fakt,że jestem zołzą.Zołzą, której nic się nie należy.Zdałam sobie sprawę, że już chyba nic mnie nie zmieni, a jego nie będę skazywać na katusze.Kiedy myślałam o nim przechodziły mnie dreszcze, ale nie były typowe...te akurat były miłe.
Kiedy chwyciłam już za klamkę drzwi i kiedy już ja nadusiłam spojrzałam na niego ostatni raz po czym przekroczyłam próg domu.
?
od Trevor'a CD Kath
Siedziałem w domu Kath, jeszcze przez jakiś czas. Nie lubiłem kłamać. Po jakiejś godzinie wróciłem do domu. Nudziło mi się niemiłosiernie postanowiłem podenerwować trochę dziewczynę. Napisałem sms z pytaniem jak smakował jej obiad, ale zaniepokoiłem się kiedy nie odpisała. Zadzwoniłem i włączyła się sekretarka.
-Co do cholery. – Jęknąłem do siebie.
Gdzie można iść żeby bezkarnie mordować ludzi? No tak Obrzeża Paradaise. Czyli nici z jazdy samochodem, za bardzo go lubię żeby pozwolić jakiejś bandzie odmieńców mi go obrobić. Na pieszo zajmie mi to za dużo czasu. Nasuwało mi się tylko jedno wyjście.
-O nie, pewnie jest wkurzona, że ją okłamałem i wyłączyła telefon. – Myślałem głośno.
Zadzwoniłem jeszcze raz i nagrałem wiadomość. Czekałem jeszcze jakąś godzinę i nie wytrzymałem. W tamtym momencie miałem w nosie to całe ukrywanie się. Dosłownie wybiegłem z domu i ruszyłem w kierunku Paradise. Gdy tylko opuściłem nasze miasteczko przybrałem prawdziwą postać.

-No ślicznotko, ty to masz szczęście. – Powiedziałem do siebie.
-No, no teraz już rozumiem, czemu jesteście tacy wysocy. – Usłyszałem głos za plecami i uśmiechnąłem się do siebie. – Gdybyś był niższy zwyczajnie byś się o nie potykał. – Dokończyła.
Wtedy poczułem jak dotyka moich skrzydeł. Nie lubiłem tego uczucia. Ślicznotka widocznie nie wiedziała zbyt wiele o Aniołach. Żaden zdrowy na umyśle anioł nie pozwoliłby choćby podejrzliwie spojrzeć na swoje skrzydła, one były zbyt kruche. Zbyt łatwo można było nas ich pozbawić. Mimo to stałem tam jak słup soli napinając tylko Mięśnie po jej dotykiem. Dziewczyna cofnęła rękę jakby się nagle oparzyła, widocznie wyczuła moje napięcie. Wtedy szybkim ruchem udało jej się wyrwać mi jedno pióro. Odwróciłem się odruchowo i chwyciłem ją za nadgarstek. Uścisk był pewny i mocny. Spojrzałem jej głęboko w oczy i z czystą wrogością syknąłem:
-Nigdy więcej.
Zobaczyłem wtedy w jej oczach coś, czego w życiu nie spodziewałem się u niej zobaczyć. Widziałem strach. Mimo, że ten wyraz utrzymywał się kilka milisekund to jestem pewien tego, co widziałem.
Chwilę później opanowałem się i przyciągnąłem dziewczynę do siebie.
-Co jest tatuśku, martwiłeś się? – Zapytała sarkastycznie.
-Jak cholera – Szepnąłem tak cicho żeby mnie nie usłyszała. – Teraz już widzę, że nic ci nie jest, więc mogę już iść. – Powiedziałem i wypuściłem ją z objęć.
> Ruszyłem w kierunku, z którego przyszedłem. Nie chciałem jej zostawiać, ale mam swoją dumę. Niech ta dziewucha nauczy się wreszcie wdzięczności.
-Hej! Doba, dzięki, że po mnie przyszedłeś. – Wykrztusiła z siebie. – Jak zamierzasz nas stąd zabrać? Zaparkowałeś gdzieś niedaleko? – Zapytała, aby szybko zmienić temat.
-Samochody mnie tylko spowalniają, z resztą chyba nie sądzisz, że wystawiłbym mój skarb na pastwę tych bestii? – Zapytałem odwracając się.
-To jak ty… No nie.- Powiedziałam uświadamiając sobie jak tu dotarłem.
Wyciągnąłem do niej ręce.
-Wskakuj Ślicznotko. – Powiedziałem śmiejąc się głośno.
Wziąłem Kath na ręce i wzbiłem się w powietrze.
Kath ??
Od Nadii CD Kevin'
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Przekrzywiłam lekko głowę na prawą stronę i mierzyłam chłopaka wzrokiem.
- Nie chce niczego Wilczku. - powiedziałam pewnie. Byłam stuprocentowo pewna, że osobnik stojący przede mną jest wilkołakiem. Nawet charakter pasował idealnie. Westchnęłam głośno i kucnęłam przy jego psie. Pogłaskałam szczeniaka po głowie i uśmiechnęłam się.
- Dobrze, że chociaż pies jest bardziej towarzyski od Ciebie. - wytaknęłam i wzięłam szczenię na ręce. Dziwnie się czułam kucając więc podniosłam się z psiakiem z ziemi. Bardzo lubiłam dogi niemieckie, jednakże były one dla mnie zbyt duże. Patrząc na psiaka przepełnił mnie na chwilę smutek, gdy pomyślałam o Molly , która była już dość wiekowa.
Popatrzyłam ponownie na chłopaka.
-Ty zawsze jesteś taki niemiły dla wszystkich? - zapytałam spokojnie - W sumie nawet nic Ci nie zrobiłam Wilczku. Zachowujesz się tak jakbym zabiła Ci rodzinę. Serio. - pokiwałam głową i wyciągnęłam rękę - Jestem Nadia.
< Kevin? >
od Kevin'a Cd Kath
- Mam tylko swoje, ale zaraz zacznę je robić. A co do sarkastycznych dzieciaków... Powiedziałaś to tak jakbym był twoją konkurencją- zaśmiałem się
- Hahaha nie zmieniaj tematu. Liczę że jakoś ich spławisz- mruknęła
- Dobra niech ci będzie, ale w ramach rekompensaty masz przez ten czas zająć się Duk 'iem. Trzeba go pilnować, chyba że chcesz nie mieć połowy narzędzi w warsztacie- spojrzałem na szczeniaka idącego z małym kluczek ósemką w zębach.
- Ej oddawaj to. Nie zapłaciłeś za ten klucz- powiedziała zabierając owo rzecz, a ja tylko się zaśmiałem- Zajmę się nim.
- A co do tych maluchów... Gdzie jest twój? Z tego co wiem to ty też masz jakiegoś, tylko wcześniej go nie widziałem- spytałem drapiąc swojego psiaka za uchem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)